Bajka „Sztuką jest sama droga”

Lubicie metaforę 🙂 to dla wszystkich tych, dla których symbol ma znaczenie bajka dla dorosłych i dla dzieci eksponująca wartość umiarkowania w dążeniu do celu i ukazująca metaforycznie szczęście 🙂 Bohaterami są świstaki 🙂 Bo czemu nie ?

Bajka „Sztuką jest sama droga”

W pięknych krajobrazach Himalajów ,gdzieś daleko w suchym, nieodkrytym stepie żyła rodzina świstaków. Te sympatyczne zwierzęta wielkości domowych kotów miały swój dom u podnóża górskich szczytów. Rodzina Sangpo ,bo tak na imię miał nasz bohater zamieszkiwała jedną z licznych norek. Miał on wspaniałą żonę Nidę i pięciu cudownych synów.

Sangpo czuł ciągły niedosyt emocji ,życia i adrenaliny. Wszystko co robił musiało być wspaniałe. Był głodny sukcesów i pochwał. Zanim założył rodzinę z Nidą ciągle gdzieś biegał po stepie ,zdobywał nowe terytoria i wdrapywał się na coraz to wyższe partie górskie. Jego prawdziwą pasją było zdobywanie nowych szczytów i przynoszenie z nich trofeów w postaci orzechów ,nasion i owoców.

Pewnego dnia Nida urodziła mu synów. Sangpo nie mógł uwierzyć ,że jego życie musi się zmienić. Codziennie obiecywał Nidzie pomoc, codziennie również obiecywał sobie, że nie będzie ryzykował rywalizacją z innymi o poklask i brawa. Cała rodzina lubiła wspólne wycieczki i zarówno Nida jak i synowie wchodzili z Sangpo coraz wyżej i wyżej. Wszyscy lubili wspinaczkę. Wspólne wycieczki rodzinne dawały im satysfakcję i zadowolenie. Jednak wystarczyło mała kłótnia w stadzie, niewielkie nieporozumienie z innymi samcami i Sangpo od razu pragnął wszystkim udowadniać jaki jest odważny. Już kilka razy ryzykował wspinaczkę na szczyt, bo założył się z innymi samcami, kto będzie pierwszy.

Pewnego dnia nasz bohater dowiedział się, że kto wejdzie na ostatni z przylegających do stepów szczyt będzie okrzyknięty” bohaterem stada”. Postanowił przyłączyć się do śmiałków. Jakież było jego zdziwienie gdy dowiedział się, że Nida wyruszyła krętymi korytarzami do swoich rodziców, a chłopcy muszą pozostać pod jego opieką . Sangpo był pełen złości, niepokoju i niepewności. Zastanawiał się, czy zostawić dzieci na pastwę pantery śnieżnej, wilka albo niedźwiedzia, czy zrezygnować z wyprawy. Wówczas przyszedł mu do głowy pomysł ,aby zabrać dzieci ze sobą. Chodziły już wysoko. Są silne i zahartowane, a sukces tej wyprawy byłby spektakularny , wręcz niewyobrażalnie wspaniały. Chęć poklasku i uznania zwyciężyła.

Śmiałkowie spotkali się na stepie. Większość stada była bardzo zdziwiona decyzja Sangpo, ale tak jak i on byli zaślepieni nadarzającą się okazją na sukces. Wszyscy wyruszyli w drogę. Każdy szedł własną ścieżką. Sangpo szedł nerwowo i bardzo szybko. Wędrówka rodziny nie przypominała już wspólnych wycieczek. Sangpo poganiał synów i nie zwracał uwagi na ich zmęczenie. Dzieci powoli słabły. Zaślepiony sukcesem nasz bohater zdecydował się na desperacki krok. Zostawił dzieci w niewielkiej norce wyżłobionej w skale, a sam pobiegł wysoko, wysoko aby zrealizować swój cel-zdobyć szczyt.

Jak to w górach, pogoda zmieniła się z minuty na minutę. Nadciągnęły chmury i nadeszła burza. Sangpo dotarł pierwszy na szczyt ,osiągnął cel. Nie umiał jednak cieszyć się z sukcesu. Zmęczony nie mógł uwierzyć w to co widzi .Na szczycie góry siedział tybetański mnich. Popatrzył na wyczerpanego drogą i rywalizacją świstaka i rzekł: „Kiedy Budda po raz pierwszy rozpoczął swe poszukiwania duchowe praktykował wiele umartwień. Pewnego dnia zdarzyło się, że dwaj muzycy przechodzili obok drzewa, pod którym siedział pogrążony w medytacji. Jeden mówił do drugiego –„Nie naciągaj za bardzo strun swojej gitary, bo się zerwą. Nie trzymaj ich też zbyt luźno bo nie dobędziesz z nich muzyki. Trzymaj się drogi „środka”. Słowa te uderzyły Buddę z taka siłą –mówił dalej mnich, że zrewolucjonizowały jego całe podejście do duchowości. Od tej chwili zrezygnował ze wszystkich umartwień i zaczął podążać drogą ,która była łatwa i lekka- drogą umiarkowania”.

Sangpo zrozumiał przesłanie mnicha. Nie czekając na innych, zmęczony świstak myślał, już tylko o synach i o bezpiecznym  powrocie do domu. Tym razem targały nim już inne myśli. Oby dzieciom nic się nie stało, a wynagrodzi im tę okropną rywalizację w niczym nie przypominającą ich dawnych wędrówek. Zmęczony i przemoczony zobaczył przestraszonych synów i już wiedział, że szczęście jest wspólną podróżą, że wszystkie te przeszkody to właśnie życie, które mówi mu wyraźnie : „sztuką jest sama droga ” a nie szczyt  i od niego samego zależy jak ją przejdzie i kiedy dojdzie.

🙂

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *